DLACZEGO POWINNIŚMY ROZMAWIAĆ Z DZIEĆMI PO POLSKU?

Mieszkając od dziesięciu lat w Wielkiej Brytanii jestem zszokowana ilością rodziców, którzy nie mówią do swoich dzieci w ich ojczystym języku. Nie dotyczy to oczywiście wyłącznie rodzin z Polski. Jednak o ile na placu zabaw nigdy nie spotkałam francuskiej czy szwedzkiej matki mówiącej do swojego dziecka w języku angielskim, o tyle zdarzało mi się to zaobserwować u mam znad Wisły. Na czym polega ten fenomen? Dlaczego polska matka woli zwracać się do swojego dziecka łamaną angielszczyzną z fatalnym akcentem, gdy tuż obok Francuzka mama nie pozwala wręcz, by jej syn odpowiadał na jej pytanie w języku angielskim? 

Okazuje się, że przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w błędnym przekonaniu rodziców, którzy wierzą w to, że mówiąc do dziecka w języku angielskim, który nie jest ich językiem ojczystym przyczynią się do lepszej aklimatyzacji ich dzieci w nowej ojczyźnie. Rodzice tacy są przekonani, że mówiąc do dziecka w języku innym niż angielski utrudniają im wręcz naukę w szkole i akceptację społeczną. Ułomność takiego podejścia bierze się z konkluzji, że nie powinniśmy być inni, skoro mamy żyć wśród anglojęzycznej społeczności, to powinniśmy posługiwać się wyłącznie ich językiem. Czy tak jest w istocie? Czy ucząc własne dzieci niegramatycznego angielskiego sprawimy, że poczują się … Anglikami? Język jest jednak czymś znacznie głębszym niż tylko umiejętność posługiwania się między ludźmi. Język to także przekazywanie emocji, pozytywnych i negatywnych, których nauczyć się w języku obcym jest niezwykle trudno. Rodzicom, którym wydaje się, że nie powinni do swoich dzieci mówić w ich ojczystym języku polecamy krótką zabawę z wyobraźnią. Otóż wyobraźmy sobie nas samych, jako malców, do których nasze matki mówią w obcym nam języku. Równocześnie widzimy, że nasi rodzice rozmawiają między sobą w innym języku, ale z jakiegoś powodu zwracają się do nas w sztucznie brzmiącym, pozbawionym spontaniczności języku. Jakbyśmy się wtedy czuli? Prędzej czy później dziecko zorientuje się, że taka gra jest tylko podstępem.

Ewa, matka nastoletniej Anny pochodzi z mężem z Litwy. W Londynie mieszkają od piętnastu lat. Do córki nigdy nie zwracali się w języku litewskim, od samego początku, świadomie rozmawiali z nią w języku angielskim.

– Dlaczego? – pytam zdziwiona.

– Bo łatwiej było nam się kłócić – odpowiada Ewa z lekkim zażenowaniem – O pewnych rzeczach nie chcieliśmy mówić przy dziecku i to był prosty sposób. Nasza córka nie rozumie, o czym rozmawiamy między sobą.

– Nigdy nie żałowałaś takiej decyzji? W końcu pozbawiliście ją języka jej przodków?

– Dotarło to do nas dopiero, kiedy pojechaliśmy z Anną na wakacje do kraju. W żaden sposób nie mogła się porozumieć z babcią, która nie znała angielskiego. Może to dziwnie zabrzmi, ale wtedy byłam z tego nawet dumna, że mam takie światowe dziecko. Teraz, kiedy Anna ma trzynaście lat trochę żałuję, że nie nauczyliśmy jej mówić po litewsku.

Anna, jeśli kiedykolwiek będzie chciała uczyć się języka, w którym swobodnie porozumiewa się cała jej rodzina, będzie musiała uczyć się go jako języka obcego. Pomimo typowego litewskiego nazwiska, nie potrafi powiedzieć prostego zdania w tym języku. Gdyby jej rodzice podjęli inną decyzję i rozmawiali z nią w domu w języku ojczystym, dziś Anna mogłaby zdać angielską maturę z języka litewskiego. Odebranie jej języka rodowego ogranicza także jej przyszłość na rynku pracy.

Dzieci dwujęzyczne mają szersze pole działania w szukaniu pracy, a pracodawcy chętniej zatrudniają kogoś kto mówi perfekcyjnie w dwóch językach. Język ojczysty, to język, w którym zostali wychowani rodzice dziecka. Jest to język przekazany przez całe pokolenia, pełen zdań, które nie zawsze są łatwe do przetłumaczenia i wytłumaczenia komuś, kto tym językiem nie posługuje się od urodzenia.

Podstawową zasadą nauki języków obcych, a więc języków drugich, jest opanowanie języka ojczystego. Dopiero, kiedy dziecko czuje się pewnie gramatycznie w języku ojczystym, możemy zastanowić się nad nauką drugiego języka. To właśnie dlatego polskie dzieci, do których rodzice w domu mówią w języku ojczystym, idąc do angielskiej szkoły gładko nabywają umiejętność porozumiewania się w języku angielskim. Polskie mamy, które były przerażone faktem, że ich dziecko nie mówi słowa po angielsku, nie wychodzą z podziwu nad ich niezwykłymi zdolnościami językowymi. Dzieci takie chłoną drugi język jak gąbka, bo dostały solidne wsparcie w nauce języka ojczystego. Liczne badania pokazują, że dzieci, które doskonale posługują się językiem ojczystym, dużo łatwiej uczą się języków obcych. Szkoły często zalecają wręcz rodzicom pochodzącym spoza Wielkiej Brytanii, by nie zwracały się do dzieci w języku angielskim, bo to uczy je tylko złego akcentu.

Pamiętajmy, by do dzieci mówić w języku ojczystym podczas rodzinnych wycieczek i uroczystości. W domu mówimy po polsku, bo jesteśmy Polakami. Naukę języka angielskiego zostawmy specjalistom, nauczycielom i pedagogom angielskim. Czy tego chcemy, czy nie w szkole dziecko prędzej czy później nauczy się mówić w języku angielskim.

Małgorzata Mroczkowska 

Tekst ukazał się na portalu: http://mumsfromlondon.com/

Dziękujemy za możliwość przedruku !

RODZIC W SZKOLE

Partner, klient czy intruz ?

Jaką rolę odgrywa obecnie w szkole rodzic? Jak się w tej szkole czuje? Czy jest mile widzianym współpracownikiem? Czy może „roszczeniowcem”, który zakłóca rytm pracy?

Bardzo często rozmawiam z nauczycielami na temat ich współpracy z rodzicami uczniów. Najczęściej pojawiającymi się stwierdzeniami, są pesymistyczne tezy mówiące, że: „Współpraca z rodzicami jest trudna” lub też, że: „Rodzice są często roszczeniowi”. Ten ostatni przymiotnik pojawia się nader często w wypowiedziach nauczycieli. Nie mówimy, że rodzic jest wymagający, on jest roszczeniowy. „Trudni uczniowie mają roszczeniowych rodziców”. Żadne odkrycie. Roszczeniowi ludzie najczęściej takim zachowaniem  manifestują swoje osobiste trudności w relacji, strach czy lęk przed drugą osobą, szczególnie tą stojącą „wyżej”.

W naszym codziennym życiu, we wszystkich relacjach, także w tych nauczyciel – rodzic, dominuje pewien zakłócony sposób wzajemnego odnoszenia się do siebie. Osoby, które bardzo często wchodzą we wzajemną interakcję w szkole – nauczyciele i rodzice- traktują to spotkanie jako kolejną przestrzeń do eksploatacji, jako formę transakcji, coś na kształt kupna – sprzedaży. Jesteśmy sobie potrzebni, o ile spełniamy wzajemne oczekiwania. Pełna interesowność. A przecież nie na tym polega spotkanie człowieka z człowiekiem w procesie wychowania, nie na tym polega udzielanie wsparcia, pomaganie i budowanie wzajemnego zaufania.

Gubimy się we wzajemnych pretensjach. My – nauczyciele i  my – rodzice.

Pamiętam jak dziś moje pierwsze zebranie w szkole, gdy moja córka trafiła do pierwszej klasy. Wszedłem do sali, w której uczyły się wcześniej maluchy. Dla mężczyzny o wzroście 182 cm i wadze ok. 100 kg, dużą sztuką było zmieszczenie się w ławeczce siedmiolatka. Jakoś się udało, ważne, że ławeczka to wytrzymała. Czekam, z wybiciem umówionej godziny do sali wchodzi Pani z dziennikiem pod pachą i wita  nas takimi oto słowy: „Witam państwa – mam nadzieję, że będę z państwa zadowolona”. Nie: „Mam nadzieje na udaną współpracę”, czy chociaż: „Mam nadzieję, że spełnię wasze oczekiwania”. Zapaliła mi się w głowie czerwona lampka, i pojawiło się konkretne pytanie: „Kto z kogo ma być tutaj zadowolony?”. Oho! Jestem na godzinie wychowawczej dla dorosłych – pomyślałem.

Relacja od samego początku budowana na zasadzie podległości, poczucia władzy, to prosta droga do konfliktu.

Warto zdać sobie sprawę, że rodzice przyprowadzając swoje dzieci po raz pierwszy do szkoły, przekazują tej instytucji pod opiekę kogoś, kto jest najważniejszy w ich życiu, osobę najbliższą. Szkoła uczestnicząc w tej „transakcji” postrzega ją raczej jako przyjęcie ludzkich „zasobów”, do wytworzenia „produktów” edukacyjnych. Punt widzenia rodziców i nauczycieli jest tu więc całkowicie różny. Przysłowie mówi, że „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” i w tym akurat przypadku, w dużym stopniu, tak właśnie jest.

Gdy badano oczekiwania szkoły wobec rodziców i rodziców wobec nauczycieli, okazywało się, że na pierwszym etapie edukacyjnym priorytety jednych i drugich są diametralnie różne. Na pierwszym miejscu nauczyciele, (którzy też często są rodzicami) zgłaszali oczekiwanie, aby rodzice angażowali się w życie szkoły. Rodzice na pierwszym miejscu stawiali wartość opieki i troski nad swoimi dziećmi. To całkiem normalne zjawisko. Trzeba się tylko w tej sytuacji zatrzymać i wysłuchać wzajemnych oczekiwań, obaw, trosk. To jest naturalny konflikt, konflikt wartości, na którym trzeba budować przyszłość edukacyjną. Warto sobie zdać z tej różnicy sprawę. Trudno jest ją ukryć, a czym bardziej ukrywana, tym bardziej współpraca kuleje. Szkoła jest spotkaniem z autorytetem, z opiekunem, z drugim człowiekiem.

Rodzice tego wsparcia bardzo potrzebują. Na pierwszym zebraniu, zamiast na siłę wybierać trójkę klasową, może lepiej „przegadać” obawy, wysłuchać rodziców, omówić mniej lub bardziej realne wzajemne trudności w budowaniu relacji. Praca z rodzicami w szkole to spotkanie. To nie jest jedynie przekazywanie poleceń, zaleceń i życzeń nauczyciela. To dialog z rodzicem, który jest najlepszym specjalistą od konkretnego dziecka. Zna je najdłużej i choćby dlatego, warto go posłuchać.

Zdzisław Hofman, Dyrektor Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.

SPECYFIKA PRACY Z OSOBAMI DWUJĘZYCZNYMI

Szczególny nacisk kładę na umiejętności komunikacyjne. Badanie dwujęzycznej kompetencji komunikacyjnej powinno odbywać się w sytuacji naturalnego kontaktu interpersonalnego, z autentycznymi bodźcami, w naturalnych warunkach, pod presją czasu, a oceniana powinna być przede wszystkim skuteczność komunikacji, czyli osiągnięcie celu, który nadawca przyjął na początku aktu komunikacji.

Materiał użyty podczas moich zajęć jest dokładnie przemyślany i ściśle dopasowany do funkcji danego języka w życiu badanego. Na przykład, gdy dany język jest używany tylko w domu, najlepszy jest wybór słownictwa związanego z rodziną i gospodarstwem domowym.

Wszystkie rodzaje trudności w przyswajaniu mowy występujące u osób jednojęzycznych z takim samym prawdopodobieństwem mogą pojawić się u osób dwujęzycznych. Jednak u osób dwujęzycznych sytuacja jest bardziej złożona, gdyż do różnych przyczyn trudności związanych z zaburzeniami anatomiczno-funkcjonalnymi dołączać się może ujemny transfer między językami znajdującymi się w repertuarze tych osób. Skutki interferencji L1↔L2 (wzajemnego wpływu obu języków na siebie) mogą nakładać się na nieprawidłowości w budowie i funkcjonowaniu narządu mownego i narządu słuchu lub występować samodzielnie.

Przy planowaniu indywidualnych zajęć wspomagających rozwój mowy i języka dziecka dwujęzycznego stwierdzam, czy trudności dziecka wynikają z zaburzeń rozwoju psychofizycznego, czy z obiektywnych, znaczących różnic między językami, które mogą utrudniać ich symultaniczne przyswajanie.

Wszelkie zalecenia odnośnie pracy z osobami jednojęzycznymi z trudnościami w rozwoju mowy utrzymują swą ważność w przypadku osób dwujęzycznych, a niektóre z nich nabierają jeszcze większego znaczenia. Zróżnicowanie potrzeb, umiejętności i cech osobowości wśród osób dwujęzycznych znacznie wykracza poza granice różnic indywidualnych. Dlatego szczególnie dbam, aby prowadzone przeze mnie indywidualne zajęcia wspomagające rozwój mowy i języka polskiego były maksymalniezindywidualizowane i przez cały czas ich trwania pamiętam, że mam do czynienia z dzieckiem z problemem, a nie z problemem w dziecku.

Autorką tekstu jest Aneta Nott-Bower, polski logopeda pracujący z dziećmi dwujęzycznymi w Wielkiej Brytanii.

Artykuł ukazał się na portalu: polskilogopeda.net

Kontakt z autorką:

info@bilingualhouse.com,  anottbower@gmail.com

JAK DWUJĘZYCZNOŚĆ WPŁYWA NA ROZWÓJ ?

Jak dwujęzyczność wpływa na rozwój?

To pytanie, które najczęściej słyszę od rodziców dzieci dwujęzycznych. Najczęściej zetknęli się już oni z mitami dotyczącymi dwujęzyczności i obawiają się, że może być ona dla ich potomstwa szkodliwa. Rzeczywistość jest zgoła inna.

Badania naukowe przeprowadzone na całym świecie dowodzą, że dwujęzyczni z dwoma dobrze rozwiniętymi językami mają lepiej niż jednojęzyczni rozwinięte myślenie dywergencyjne (twórcze), szczególnie w zakresie płynności i giętkości.
Ponadto charakteryzują się analitycznym podejściem do języka jako systemu i większą świadomością metajęzykową, która jest czynnikiem o decydującym znaczeniu dla rozwoju umiejętności czytania u dzieci.
Oznacza to, że osoby dwujęzyczne wcześniej niż osoby jednojęzyczne osiągają gotowość do podjęcia nauki czytania.
Dwujęzyczni wcześniej osiągają kolejne stadia rozwoju psychicznego, a w tym rozwoju mowy. Przyswajanie dwóch języków promuje rozwój każdego z nich.
Osiągają także znacznie lepsze wyniki niż osoby monolingwalne w testach inteligencji, a szczególnie wysokie w podtestach manipulacji symbolami oraz szybkości przetwarzania informacji.
Wykazują wyższą niż norma wiekowa wrażliwość na potrzeby odbiorcy w procesie komunikacji oraz wyższą skuteczność komunikacji.
Równomierna stymulacja obu języków osoby dwujęzycznej daje jej więc ogromne korzyści, przyspieszając rozwój kompetencji komunikacyjnej oraz ogólny rozwój intelektualny.
Efektem szybszego rozwoju intelektualnego są lepsze wyniki w nauce. Szczególnie szybkie postępy w nauce szkolnej osiągają dzieci uczęszczające do dwujęzycznych szkół, w których używa się na zmianę obu ich języków jako instrumentu przekazywania wiedzy (język wykładowy).
Teraz już wiemy, jak dwujęzyczność wpływa na rozwój. Od razu nasuwa się pytanie, w jaki sposób dwujęzyczne życie wspomaga rozwój.

Mechanizm pozytywnego oddziaływania dwujęzyczności na rozwój psychiczny
Szerszy i bardziej zróżnicowany zasób doświadczeń dzięki operowaniu dwoma językami i funkcjonowaniu w dwóch kulturach. Oznacza to dodatkowy zasób znaczeń oraz wartości i stylów myślenia.
Częste przełączanie kodów zwiększa elastyczność myślenia, gdyż wymaga szybkiej zmiany zachowań językowych adekwatnie do sytuacji.
Świadome i podświadome porównywanie swoich języków przez osobę dwujęzyczną. Ciągłe porównywanie niuansów znaczeniowych, form gramatycznych, koncentracja na języku w celu uniknięcia interferencji, powodują wcześniejsze osiągnięcie świadomości metajęzykowej.
Dwujęzyczność umożliwia dziecku widzenie języka jako jednego systemu spośród wielu oraz traktowanie swego posługiwania się językiem w bardziej ogólnych kategoriach, przez co wspomaga u dziecka proces obiektywizacji.
Opłaca się być dwujęzycznym!

Autorką tekstu jest Aneta Nott-Bower, polski logopeda pracujący z dziećmi dwujęzycznymi w Wielkiej Brytanii.

Artykuł ukazał się na portalu: polskilogopeda.net

Kontakt z autorką:

info@bilingualhouse.com,  anottbower@gmail.com

 

SOBOTNIA SZKOŁA – POŚWIĘCENIE ?

Bardzo często zastanawiamy się czy posłać nasze dziecko do Polskiej sobotniej szkoły. Czy warto, czy jest w stanie się czegoś tam nauczyć w tak krótkim czasie. Ale głównie zastanawiamy się, co to nam da, po co dzieci mają zdawać kolejny egzamin? Do czego jest im potrzebny język polski? I wiele innych podobnych pytań. Dlatego chciałabym wytłumaczyć, co daje naszym dzieciom polska sobotnia szkoła i czy warto do niej chodzić. My wszyscy, którzy musimy bądź chcemy mieszkać za granicą, powinniśmy uświadamiać sobie jak ważny jest dla nas język ojczysty. Nasze dzieci uczą się języka angielskiego na codzień, więc wystarczy im zadać jakiekolwiek pytanie dotyczące choćby historii czy biologii, a za chwile usłyszymy wyjaśnienie przeplatane słowami angielskimi. Dlaczego?! Odpowiedź jest oczywista:, ponieważ uczą się tych wiadomości w szkole angielskiej.
Moja piętnastoletnia córka zapytana przez koleżankę, mieszkającą w Polsce, o I Wojnę Światową, zrobiła jej wspaniały wykład, ale niestety, ja musiałam być tłumaczem. Okazało się, że moje dziecko nie zna polskich wyrazów typu: pakt, zjazd czy nawet konferencja. Nie przerabiała jeszcze tego tematu w Polskiej Szkole, więc nie umie omówić go po polsku. Niektórzy rodzice uważają, że to nie jest problem, skoro nasze dzieci tu mieszkają, uczą się i może pozostaną.
Nie biorą pod uwagę tego, że może nasze dzieci będą czerpać niesamowite korzyści z tego, że są dwujęzyczne, bo znajdą prace, w której język polski będzie tak samo potrzebny jak angielski.
Poza tym miło będzie rodzinie (szczególnie dziadkom), gdy nasze dzieci będą z nimi umiały
rozmawiać w ich ojczystym języku lub choćby napiszą życzenia na kartce urodzinowej, o liście nie wspomnę, bo raczej będzie to już e-mail lub sms… No chyba, że zrobią niespodziankę i zdecydują się sięgnąć po długopis. Nie jest to kpina, lecz zwyczajna kolej rzeczy.
Niektórzy rodzice zastanawiają się też, od którego roku życia poślą dziecko do Polskiej Szkoły, czy nie za wcześnie, bo przecież maluch sobie nie poradzi mieszając dwa języki.
Drodzy Rodzice, nigdy nie jest za wcześnie, może być tylko za późno! Dzieci tak szybko przyswajają sobie wszystko, że nic im nie zaszkodzi i nic im się nie pomiesza.
Raczej bardziej martwiłabym się o nas dorosłych, a przykładem tego jest ta oto rozmowa w kolejce

, – A widziała pani, Pana Tadeusza”?
‚ – Tak, byliśmy. Tylko, że mąż zaparkował kara w kornerze i dostał tiketa. Poszło 50 baksów na film i 20 na tiketa. 70 Baksów, proszę panią, piechotą nie chodzi.
– To ja wiem, kochana. Ja muszę cały dzień klinować flory na takie pieniądze.
– A jak córka sobie radzi w szkole?
– Dżejn? Teraz już lepiej, wie pani, ten jej nowy ticzer podobno lepiej tłumaczy. Byłam dopiero na tym ich nowym interwju i wszyscy ją chwalili.
– No widzi pani.
-, Ale za to z Matju są problemy. Ciągle go nie ma wieczorami. Tylko się boję, żeby się, w jakie dragi znowu nie wplątał.
– No, co też pani. Ma dziewczynę to, co się będzie głupotami zajmował.
– Tamto już skończone. Za to Margaret ma nowego bojfrenda. Z dobrego domu. Megi mówiła, że on ma ojca lojera.
– Tak dużo pani kupuje dzisiaj?
– Mój mąż, wie pani, dostał właśnie rejz w pracy i zaprosił parę osób.
– Jak to: rejs dostał?
– No, rejz, wie pani- podwyżkę.
– To robicie party?
– Nie, tylko taki mały dyner. A to znowu ekspensy…
– Tak, tak…
-, Który chleb wziąć, jak pani myśli?
– Ja to ten zawsze biorę: Ontario Mills Bread.
– No, co też pani. Przecież my Polacy, to polski bred trzeba kupować. Tradycje język trzeba pielęgnować, żeby ludzie wiedzieli, jak przyjadą, że to jest polski dom!”

J.Lech z podręcznika Anny Seretny, Kto czyto- nie błądzi”

Drodzy rodzice:

Polska szkoła od lat przygotowuje uczniów do bardzo ważnych egzaminów z języka polskiego, jako języka obcego w Anglii. Są to egzaminy, które mogą nawet zdecydować o dalszej nauce waszych dzieci. Jeśli na przykład dziecko nie zda egzaminu GSCE z innego obcego języka, wtedy certyfikat z języka polskiego może umożliwić mu dostanie się do colleg’u, a nawet na studia. Nasze dzieci składając papiery na uczelnie, otrzymują punkty za poszczególne oceny z egzaminów, wśród nich może być egzamin A2 z języka polskiego, który może nawet zdecydować o dostaniu się na wybrany kierunek.
Korzyści są duże, więc czy sobotnia szkoła jest naprawdę aż tak wielkim poświęceniem?
Oto krótki opis poszczególnych egzaminów:
Jednostką odpowiedzialną za przeprowadzenie egzaminów jest AQA- Assessment and Qualification Alliance, więc stąd właśnie pochodzą testy, nie z Polski.
GSCE:
– egzamin składa się z czterech części:
Listening-słuchanie ze zrozumieniem
Egzamin trwa 45 minut i pięć minut na przygotowanie, by uczniowie mogli oswoić się z pytaniami. Uczeń słucha nagranych wypowiedzi w języku polskim i odpowiada na pytania, czasami też po angielsku. W arkuszu pojawią się też pytania po angielsku.
Speaking- wypowiadanie się w języku polskim
Egzamin trwa 10-12 minut. Przeprowadza go nauczyciel mówiący po polsku, ale nie on ocenia ucznia. Wszystko musi nagrać i wysłać do odpowiedniej komisji egzaminacyjnej.
Egzamin składa się z dwóch części:
1) Prezentacja i rozmowa na tematy poruszone w prezentacji- całość trwa do 3 minut
2) Rozmowa z uczniem na dwa wybrane przez niego tematy( inne niż w prezentacji) np. szkoła, rodzina, środowisko. Ważne jest żeby uczeń umiał wyrazić swoją opinię i przekazać konkretne informacje na dany temat. Uczeń może posłużyć się krótkim planem podpowiedzi, które zanotuje sobie w punktach.
Reading- czytanie ze zrozumieniem
W arkuszu egzaminacyjnym znajdują się pytania do tekstu w języku angielskim. Czas przeznaczony na napisanie tego egzaminu- 1 godzina.
Writing- pisanie
Arkusz zawiera trzy zadania
1) Krótki opis ze znajomości słówek
2) Wypracowanie, w którym uczeń ma zaprezentować swoją opinię na określony temat ( dwa tematy do wyboru dotyczące stylu życia lub pracy i edukacji)
3) Wypracowanie o określonej formie gatunkowej, np. list, streszczenie, artykuł ( dwa tematy do wyboru dotyczące wypoczynku lub domu i naszego otoczenia)
Czas na napisanie wypracowań – 1 godzina
Wypracowania mają składać się, co najmniej ze 100 słówek ( każde z osobna).
A-Levels
A oznacza Advance- poziom zaawansowany. Kurs składa się z dwóch części:
1) AS- Advance Subsidiary- zaawansowany przedmiot dodatkowy
2) A2- Advance Level – poziom zaawansowany
Egzamin AS – Unit 1 Reading and Writing:
1) Czytanie ze zrozumieniem
2) Tłumaczenie tekstu z polskiego na angielski
3) Wypracowanie, ( co najmniej 200 słów)
Tematy są różne, dotyczą zżycia codziennego, problemów społecznych, środowiska, pracy, szkoły itp.
Egzamin A2- Unit 2 Reading and Writing:
1) Tłumaczenie tekstu z angielskiego na polski
2) Wypracowanie na temat literacki, ( co najmniej 200 słów)
3) Wypracowanie na temat nieliteracki, ( co najmniej 200 słów)
Tematy Literackie ( jeden do wyboru)
1) Walka o niepodległość, jako wątek w polskiej literaturze
A. Mickiewicz „Reduta Ordona”, Śmierć Pułkownika”
S. Żeromski „ Wierna Rzeka”, „Rozdziobią nas kruki i wrony”
E. Orzeszkowa „ Nad Niemnem”
B. Prus „ Omyłka”
A. Kamiński „ Kamienie na szaniec”
2) Moralne i społeczne zagadnienia poruszane w polskim dramacie.

G.Zapolska ” Moralność Pani Dulskiej”
S.Mrożek „Tango”, „Emigranci”
S. Fredro „Zemsta”

L.Kruczkowski „Niemcy”
J.Słowacki „Balladyna”
Tematy nieliterackie ( jeden do wyboru)
1) Polska i Polacy w okresie II Wojny Światowej
Mariola Studenna
Nauczyciel Polskiej Sobotniej Szkoły

Oryginalna wersja artykułu ukazała się na stronie http://rodzinka.co.uk/

Inauguracja działalności Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli SWP

W czwartek 19 września na Zamku w Ostródzie odbyła się uroczysta inauguracja działalności Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Dokumenty rejestracyjne na ręce pomysłodawcy i twórcy Ośrodka – wiceprezesa Wspólnoty pana Dariusza Bonisławskiego – złożył wicemarszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego pan Gustaw Marek Brzezin.

W uroczystości brali również udział m.in. współpracujący od lat ze Wspólnotą: burmistrz Ostródy Czesław Najmowicz, kanclerz Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego dr Aleksander Socha, Dyrektor Ośrodka Badań Naukowych prof. dr hab. Stanisław Achremczyk, a także blisko 50-osobowa grupa przedstawicieli administracji i dyrektorów szkół polskich z Litwy. Wśród nich: Lilia Andruszkiewicz – Kierownik Wydziału Oświaty Samorządu Rejonu Wileńskiego, Danuta Narbut – Zastępca Dyrektora Administracji m. Wilna, Regina Markiewicz – Kierownik wydziału Oświaty i Sportu Administracji Samorządu Rejonu Solecznickiego, Anna Łapajewa – Starszy Specjalista Wydziału Oświaty Samorządu m. Wilna.

Głównym zadaniem nowej instytucji jest usystematyzowanie i rozwinięcie działań Wspólnoty Polskiej skierowanych do środowisk oświaty polonijnej. Na dyrektora placówki powołany został Zdzisław Hofman – doświadczony trener, autor licznych programów doskonalących, współtwórca i wieloletni prezes Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów Klanza.

Siedzibą Ośrodka będzie Dom Polonii w Ostródzie, który od kilku lat pełni rolę ważnego centrum szkoleniowego i pobytowego dla nauczycieli (http://hoteldompoloniiostroda.pl)