Partner, klient czy intruz ?

Jaką rolę odgrywa obecnie w szkole rodzic? Jak się w tej szkole czuje? Czy jest mile widzianym współpracownikiem? Czy może „roszczeniowcem”, który zakłóca rytm pracy?

Bardzo często rozmawiam z nauczycielami na temat ich współpracy z rodzicami uczniów. Najczęściej pojawiającymi się stwierdzeniami, są pesymistyczne tezy mówiące, że: „Współpraca z rodzicami jest trudna” lub też, że: „Rodzice są często roszczeniowi”. Ten ostatni przymiotnik pojawia się nader często w wypowiedziach nauczycieli. Nie mówimy, że rodzic jest wymagający, on jest roszczeniowy. „Trudni uczniowie mają roszczeniowych rodziców”. Żadne odkrycie. Roszczeniowi ludzie najczęściej takim zachowaniem  manifestują swoje osobiste trudności w relacji, strach czy lęk przed drugą osobą, szczególnie tą stojącą „wyżej”.

W naszym codziennym życiu, we wszystkich relacjach, także w tych nauczyciel – rodzic, dominuje pewien zakłócony sposób wzajemnego odnoszenia się do siebie. Osoby, które bardzo często wchodzą we wzajemną interakcję w szkole – nauczyciele i rodzice- traktują to spotkanie jako kolejną przestrzeń do eksploatacji, jako formę transakcji, coś na kształt kupna – sprzedaży. Jesteśmy sobie potrzebni, o ile spełniamy wzajemne oczekiwania. Pełna interesowność. A przecież nie na tym polega spotkanie człowieka z człowiekiem w procesie wychowania, nie na tym polega udzielanie wsparcia, pomaganie i budowanie wzajemnego zaufania.

Gubimy się we wzajemnych pretensjach. My – nauczyciele i  my – rodzice.

Pamiętam jak dziś moje pierwsze zebranie w szkole, gdy moja córka trafiła do pierwszej klasy. Wszedłem do sali, w której uczyły się wcześniej maluchy. Dla mężczyzny o wzroście 182 cm i wadze ok. 100 kg, dużą sztuką było zmieszczenie się w ławeczce siedmiolatka. Jakoś się udało, ważne, że ławeczka to wytrzymała. Czekam, z wybiciem umówionej godziny do sali wchodzi Pani z dziennikiem pod pachą i wita  nas takimi oto słowy: „Witam państwa – mam nadzieję, że będę z państwa zadowolona”. Nie: „Mam nadzieje na udaną współpracę”, czy chociaż: „Mam nadzieję, że spełnię wasze oczekiwania”. Zapaliła mi się w głowie czerwona lampka, i pojawiło się konkretne pytanie: „Kto z kogo ma być tutaj zadowolony?”. Oho! Jestem na godzinie wychowawczej dla dorosłych – pomyślałem.

Relacja od samego początku budowana na zasadzie podległości, poczucia władzy, to prosta droga do konfliktu.

Warto zdać sobie sprawę, że rodzice przyprowadzając swoje dzieci po raz pierwszy do szkoły, przekazują tej instytucji pod opiekę kogoś, kto jest najważniejszy w ich życiu, osobę najbliższą. Szkoła uczestnicząc w tej „transakcji” postrzega ją raczej jako przyjęcie ludzkich „zasobów”, do wytworzenia „produktów” edukacyjnych. Punt widzenia rodziców i nauczycieli jest tu więc całkowicie różny. Przysłowie mówi, że „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” i w tym akurat przypadku, w dużym stopniu, tak właśnie jest.

Gdy badano oczekiwania szkoły wobec rodziców i rodziców wobec nauczycieli, okazywało się, że na pierwszym etapie edukacyjnym priorytety jednych i drugich są diametralnie różne. Na pierwszym miejscu nauczyciele, (którzy też często są rodzicami) zgłaszali oczekiwanie, aby rodzice angażowali się w życie szkoły. Rodzice na pierwszym miejscu stawiali wartość opieki i troski nad swoimi dziećmi. To całkiem normalne zjawisko. Trzeba się tylko w tej sytuacji zatrzymać i wysłuchać wzajemnych oczekiwań, obaw, trosk. To jest naturalny konflikt, konflikt wartości, na którym trzeba budować przyszłość edukacyjną. Warto sobie zdać z tej różnicy sprawę. Trudno jest ją ukryć, a czym bardziej ukrywana, tym bardziej współpraca kuleje. Szkoła jest spotkaniem z autorytetem, z opiekunem, z drugim człowiekiem.

Rodzice tego wsparcia bardzo potrzebują. Na pierwszym zebraniu, zamiast na siłę wybierać trójkę klasową, może lepiej „przegadać” obawy, wysłuchać rodziców, omówić mniej lub bardziej realne wzajemne trudności w budowaniu relacji. Praca z rodzicami w szkole to spotkanie. To nie jest jedynie przekazywanie poleceń, zaleceń i życzeń nauczyciela. To dialog z rodzicem, który jest najlepszym specjalistą od konkretnego dziecka. Zna je najdłużej i choćby dlatego, warto go posłuchać.

Zdzisław Hofman, Dyrektor Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.