Strategie dwujęzyczności.

Wychowanie dziecka dwujęzycznego – w teorii nic trudnego, grubo ponad połowa mieszkańców naszego globu jest wielojęzyczna i radzi sobie z tym znakomicie. Dzieci „jak gąbki” chłoną języki: tylko usiąść i patrzeć jak podchwytują nowe słowa, zadziwiając tym wszystkich dookoła, a już najbardziej nas, dorosłych, z trudem przypominających sobie zawiłości szkolnej angielszczyzny. W teorii wystarczy dziecku nie przeszkadzać. W praktyce samo „nie przeszkadzać” to zdecydowanie za mało. Dwujęzyczność to bogactwo, lecz nasze maluchy nie zawsze muszą zdawać sobie z tego sprawy. Czasem wręcz jest ona dla nich bardziej ciężarem niż błogosławieństwem. Jak możemy im pomóc w osiągnięciu aktywnego bilingwizmu? Zacznijmy od wytyczenia kierunku, rozeznania terenu i przygotowania planu, ale przede wszystkim – brnąc dalej w tę batalistyczną metaforę – od wybrania dobrej, bo dopasowanej do nas, strategii.

W literaturze tematu najwięcej miejsca poświęca się trzem głównym strategiom dwujęzycznego wychowania: jeden język/jeden rodzic, język mniejszościowy w domu oraz czas i miejsce, znanych lepiej pod angielskimi akronimami: OPOL, mL@HT&P.

OPOL (one parent/person one language) –

To bodajże najbardziej znana strategia dwujęzycznego wychowania, w której każdy z rodziców (bądź opiekunów) w rozmowie z dzieckiem używa tylko jednego, zwykle ojczystego, języka, np. mama – polskiego, tata – hiszpańskiego. W opracowaniach na jej temat podkreśla się wagę rygorystycznego przestrzegania przez rodziców tego podziału tak, by wywołać w dziecku stałe skojarzenie osoby z językiem. Coraz częściej mówi się jednak, że dzieci nie mają problemów z rozgraniczeniem dwóch czy więcej systemów językowych, nawet gdy przekazywane są przez tę samą osobę. Mimo to zachowanie konsekwencji ma kolosalne znaczenie w przypadku rodzica reprezentującego język mniejszościowy. Według badań przeprowadzonych przez A. De Houwer w 2009 roku, w sytuacji gdy jedno z rodziców mówiło tylko w języku większości, drugie zaś używało ich obu naprzemiennie, tylko 36% ankietowanych dzieci wykazało się w rezultacie aktywną dwujęzycznością.

Najczęściej stosowane przez pary mieszane, nieoperujące tym samym językiem na tym samym poziomie biegłości, podejście to może również służyć wprowadzeniu trzeciego, nierodzimego języka (np. w rodzinie na stałe mieszkającej w Hiszpanii mama mówi po polsku, tata po angielsku, dziecko poznaje kastylijski w szkole).

mL@H (minority language at home) –

strategia która według ostatnich badań przyniosła największą liczbę, bo aż 96%, aktywnych bilingwistów. Polega na stosowaniu przez oboje rodziców języka mniejszościowego, (niekoniecznie ojczystego). Jej nazwa może być myląca. Sugeruje, że wybór tego języka jest ograniczony do przestrzeni domowej. W rzeczywistości chodzi o wyłączne jego używanie w kręgu rodziny oraz w obecności posługujących się nim znajomych. Rzadko kiedy rodzice przełączają się automatycznie na język większościowy wraz z przekroczeniem progu domu, choć oczywiście zdarzają się i takie przypadki. Wtedy i tylko wtedy możemy mówić o mL@H jako o specyficznej odmianie strategii miejsca.

Podczas gdy w podejściu OPOL dzieci uczą się obu języków symultanicznie, w mL@H bilingwizm nabywany jest sekwencyjnie: z językiem większościowym dziecko wchodzi w kontakt w znaczącym stopniu dopiero po rozpoczęciu scholaryzacji. Mimo wyraźnych zalet tego podejścia, wiele rodzin waha się przed jego zastosowaniem w obawie, że dziecko rozpocznie szkołę z niemożliwym do nadrobienia handicapem. Obawy te są jednak zwykle bezpodstawne. Nawet jeśli dziecko z początku może napotkać problemy wynikające z mniejszej lub większej izolacji językowej, istnieje wiele sposobów, by pomóc mu szybko i skutecznie pokonać wstępne trudności. Znacznie szybciej niż te, które mogą powstać, gdy rodzice zdecydują się na – nawet częściowe czy chwilowe – wprowadzenie do rozmów domowych języka większości. Dzieci skrzętnie wykorzystają tę sytuację i niezwykle trudno będzie powrócić do punktu wyjścia.

Strategia mL@H stosowana jest przeważnie przez rodziny migrujące, których członkowie przed przeprowadzką do innego kraju naturalnie rozmawiali ze sobą w języku, który z większościowego stał się nagle mniejszościowym. W przypadku naszych uczniów mowa tu oczywiście o języku polskim.

T&P (time and place)

strategia polegająca na skojarzeniu języka z miejscem i/lub czasem, w którym jest on używany, np. ponownie dla rodziny mieszkającej w Hiszpanii: polski w domu, hiszpański poza domem, a angielski w szkole, lub hiszpański w ciągu dnia, polski wieczorem etc.

Nie jest ona tak popularna jak dwie poprzednie, być może dlatego, że rozgraniczenie językowe nie przychodzi domownikom tak naturalnie jak w OPOL czy mL@H. Wymaga również większej dyscypliny i wyraźnego ustalenia zasad, przynajmniej do momentu gdy przeskoki z jednego języka w drugi nie wejdą rodzinie w nawyk.

Podejście to wykorzystywane jest przede wszystkim w szkołach dwujęzycznych, gdzie wybór używanego języka zależy często nie tylko od przedmiotów, lecz również od dni tygodnia, czy sal lekcyjnych. Z pewnością warto wziąć je pod rozwagę, gdy rodzic biegle władający dwoma lub więcej językami, nie chce ograniczyć się do przekazania dziecku tylko jednego z nich. Gdy naukę języka rozpoczyna starsze już dziecko, strategia ta pozwala również na stopniowe jego wprowadzanie.

Bez względu na wybrane przez nas podejście kluczową sprawą pozostaje konsekwencja w jego stosowaniu. Pamiętajmy również o tym, by objąć szczególną troską język mniejszościowy, a w batalię o dwujęzyczność zaangażować całą rodzinę. A skoro powróciliśmy do wojskowej terminologii, warto też powtórzyć słowa przypisywane (często, choć mylnie) Winstonowi Churchillowi: „niezależnie od tego, jak piękna jest strategia, od czasu do czasu powinieneś spojrzeć na rezultaty”.

Powodzenia!

Autor:

Magdalena Dębowska, doradca metodyczny LOM w Hiszpanii, lektor języka polskiego jako obcego, nauczyciel w polskich szkołach w Hiszpanii, mama dwóch dwujęzycznych synów.